"Wtajemniczona"
Pędziłam co sił w nogach, tak szybko, że zaczęłam czuć palenie w nich,
ale nie odpuściłam. Pragnęłam być jak najdalej od swojego domu, aby przeboleć w
samotności to co się znowu stało. Przemieszczałam się zwinnie po między
drzewami prawie jak sarna, tak dobrze znałam te okolice, każde drzewo i krzak
rósł tak samo od blisko kilkudziesięciu lat, a ja w wieku piętnastu lat zapamiętałam
już trochę rozkład lasu, jak rozkład jakiegoś wielkiego miasta. Dla mnie las
jest właśnie wielkim miastem, które kryje w sobie lepsze skarby niż miejski
świat.
Zatrzymałam się na skraju lasu i nabrałam kilka razy głębszego wdechu.
Uniosłam głowę i spojrzałam przed siebie na pole, które było całe w sianie.
– Coś niedbale pan Nowak to zebrał. – weszłam na pole i przeszłam koło
pozostawionego dużego okrągłego snopka.
Słońce grzało niemiłosiernie mocno, ale mi to nie przeszkadzało.
Chciałam jak najszybciej dostać się na drugą stronę pola.
W momencie kiedy byłam już prawie u celu, usłyszałam za sobą krzyk mojej
mamy.
– Ula!
Obejrzałam się i zatrzymałam wypatrując jej, ale nie dostrzegłam gdzie
się znajdowała.
Ruszyłam przed siebie.
– Ula! Poczekaj!
Ponownie spojrzałam do tyłu i ujrzałam ją stojącą na obrzeżach lasu,
prawie w tym samym miejscu z którego ja wyszłam.
– Nie wracam! – odkrzyknęłam i chciałam iść dalej, ale ona zatrzymała
mnie swoim przeraźliwym krzykiem.
– NIE! – słychać było w jej głosie panikę.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem, nigdy przedtem nie przejmowała się
tym czy wrócę na noc do domu czy nie. Postanowiłam na nią poczekać przy
następnym snopku.
– Możesz do mnie przyjść?! – Zapytała.
– NIE! –odkrzyknęłam. – Niby czemu to ja zawsze mam być dobra? –
szepnęła sama do siebie.
Zresztą to ja byłam tutaj najbardziej pokrzywdzona, niech w końcu oni to
zauważą!
Zobaczyłam jak moja mama ruszyła przed siebie pewnym krokiem. Szła dość
szybko, ale co jakiś czas stawiając dziwnie kroki. Zmarszczyłam na to brwi z dezorientowaniem.
Kiedy była bliżej oparłam się o balot i spuściłam głowę nisko.
– Ulka, wybacz tacie. – usłyszałam jej zatroskany głos i poczułam jak
unosi mój podbródek bym na nią spojrzała.
W jej oczach zobaczyłam ból i zatroskanie. Zdziwiłam się na ten widok,
mama nigdy przedtem nie wykazywała jakiegokolwiek zainteresowania tym, że on
mnie lał jak psa.
– Wybaczyć, to można spóźnienie na randkę, a nie traktowanie mnie jak
worek treningowy.
Powiedziałam i poczułam jak po moim prawym opuchniętym policzku zaczęły
płynąć łzy.
Mama
patrzyła na mnie z zatroskaniem.
– Ojciec bardzo cię kocha…
– ŻE CO?! – Wyprostowałam się i
czułam jak w moich żyłach zaczyna buzować krew – Ty chyba sama siebie nie
słyszysz! MAMO! ON MNIE BIJE!
– Mówię o innym Ojcu. –
spojrzała mi w oczy pewnym siebie wzrokiem.
Przewróciłam oczami.
– Błagam cię, nie mieszaj w to
Boga!
– Nie muszę, On jest wszędzie.
– Ach, tak?! To powiedz mi,
gdzie był kiedy tata mnie bił?! Gdzie był Bóg kiedy mój policzek był katowany
trzy krotnie! GDZIE BYŁ! – krzyknęłam prosto w jej twarz.
Z jej oczu popłynęły łzy.
Zobaczyłam jak orzechowe oczy mojej mamy zaczęły przypominać najciemniejszą
otchłań w której panuje smutek. W pierwszym momencie zrobiło mi się jej żal,
ale później pomyślałam, że zasłużyła sobie na mój krzyk. To ja byłam bita przez
tatę, i to ona z tym nic nie robiła.
Mama wzięła głęboki oddech jakby
musiała się nim uspokoić.
– Chcesz wiedzieć gdzie był Bóg,
ponieważ chcesz dowodu że On istnieje czy dlatego, że masz do Niego żal?
– Wierzę, że Bóg istnieje, ale
nie wierzę, że nam pomaga.
– Dobrze. Opowiem ci gdzie był
Bóg w momencie gdy tata cię bił. Wtajemniczę cię gdzie On jest kiedy spotykają cię przykrości ze strony innych ludzi. Chodźmy w cień. –
ruszyła z powrotem do lasu.
A ja za nią, ale przystanęłam po
chwili patrząc na jej nogi, byłam w totalnym szoku. Łzy zaczęły cisnąć mi się
do oczu, kiedy zobaczyłam, że moja mama krwawi ze stóp, które miała bose.
Odwróciła się w moją stronę.
– Idziesz? – Spytała.
– Mamo… Twoje… Twoje stopy. –
szepnęłam patrząc na nią z niedowierzaniem.
– To nic takiego. Chodź.
Ruszyła, ale ja dobiegłam do niej i pociągnęłam ją za ramię. Stanęła
bokiem do mnie, patrząc w dal.
– Dlaczego jesteś bosa?
Nie odpowiadała.
– Mamo? Co się stało?
– Nie miałam czasu ubrać butów, wiedziałam, że znowu uciekniesz w tę
swoją kryjówkę i nie wrócisz na noc. Za każdym razem kiedy tam jesteś strasznie
się o ciebie martwię.
– To dlaczego nigdy po mnie nie przyszłaś?
Mama spojrzała na mnie.
– Bo nie wiem gdzie jest ta
twoja kryjówka. Chodzę po całym lesie, krzyczę, szukam cię, a ty mi nawet nie
raczysz odpowiedzieć! – powiedziała z wyrzutem.
– Szukasz mnie? – Zapytałam ze
zdziwieniem.
– Oczywiście, że tak. To, że
jesteś nastolatką nie znaczy, że możesz już być w nocy poza domem. Na dodatek
całkiem sama, gdzie w pobliżu są dzikie zwierzęta.
Moje oczy ponownie się
zaszkliły. Nie mogłam uwierzyć, że mama mnie szukała, a ja całe noce
przepłakiwałam, myśląc, że ona ma mnie gdzieś.
– Ja… Ja… – zaczęłam się jąkać –
Mamo, ja cię przepraszam. Ja myślałam, że jestem ci obojętna.
– Obojętna?
Skinęłam głową przytakująco.
– Ula, jesteś moją córką, jak
mogłabyś być mi obojętna? – patrzyła na mnie jakby była zraniona – Nie rób ze
mnie jakiejś wyrodnej matki, proszę.
W jej głosie było słychać ból.
Poczułam jak w moim gardle tworzyła się gula, która zaczęła mnie dusić. Jak
mogłam o niej tak pomyśleć? Tak, to prawda, myślałam, że jest złą matką! Jak
mogłam! Poczucie winy sprawiło, że zaczęłam płakać.
Po chwili mama wzięła mnie w
ramiona.
– Nie… Nie zasługuję na to… –
mówiłam po między łzami.
– Ciii… – uspokajała mnie i
głaskała po plecach.
Jak mogłam myśleć, że ona mnie
nie chce? Jak mogłam myśleć, że wcale mnie nie kocha? A ona wybiegła za mną na
boso, nie martwiąc się o to czy zrani się w nogę. Nie bojąc , że się po kaleczy.
Boże… Co ja
zrobiłam. Co ja robię! Czemu ja taka jestem! Boże… Dlaczego nie widziałam nigdy
jej poświęcenia!
„Skup się na innych, nie na sobie”
Usłyszałam głos, nie byłam pewna czy przesłyszałam się, czy może
faktycznie moje sumienie się odezwało. W tamtym momencie jednak wiedziałam, że
ten głos miał rację. Zaczęłam rozumieć, że ciągle myślałam o sobie, o tym, że
nie dostaję tego co chcę od rodziców. Miałam do nich o wszystko żal, dosłownie
o wszystko, o to, że na obiad jest coś innego niż ja lubię, czy nawet o to, że
nie oglądamy w każdy piątek tego co ja chcę.
– Jestem złą córką! – wybuchłam jeszcze większym płaczem.
Nie mogłam wytrzymać tych wszystkich myśli, które zaczęły napływać do
mojej głowy zawładając moim sumieniem i sercem.
– Ciii… Nie jesteś. – powiedziała poważnym głosem – Dla mnie jesteś
najlepszą córką na świecie.
– Mówisz tak, tylko dlatego, że jestem jedyną twoją córką. – łkałam w
jej pierś.
– Mówię tak, bo cię kocham i proszę nie wątp w to nigdy. – poprosiła
błagalnym głosem.
Spojrzałam szybko na nią.
– Mamo, kocham cię całym sercem. Widzę, ja widzę, co zrobiłaś.
Poświęciłaś swoje zdrowie dla mnie, to jest tak wielki czyn, że nie umiem
wyrazić słowami jak bardzo mi przykro, że musiałaś iść tutaj dla mnie na boso.
Przepraszam.
Słone krople zaczęły płynąć po moich policzkach.
– Dla ciebie zrobiłabym wszystko, pamiętaj.
Ucałowała mnie w czoło tak, jak za dawnych lat. Spojrzałam na jej stopy
i zdjęłam adidasy.
– Załóż.
– Nie. Ty je miej. Ja pójdę boso. – odrzekła.
– Mamo, załóż je. Tylko w taki sposób mogę ci pomóc.
Uśmiechnęła się.
– Daj mi skarpetki, a ty załóż buty. Lepiej jeśli jedna z nas nie
będzie mogła chodzić niż dwie, bo kto nam będzie sprzątał i gotował?
Zaśmiałyśmy się i zaczęłam ściągać skarpetki.
– Widzisz, zawsze się śmiałam z ciebie, że nosisz je gdy na dworze jest
trzydzieści stopni, ale dziś jestem ci wdzięczna, że je założyłaś. – pomachała
mi przed oczami moimi skarpetkami w kropki.
Uniosłam kącik ust by nie sprawić jej przykrości, ale w głębi ducha
żałowałam, że przydały się akurat w takiej sytuacji.
Kiedy poubierałyśmy się to ruszyłyśmy w cień.
– Dobrze, że pan Nowak źle zebrał siano i mogłam uchronić stopy chociaż
odrobinę. Stąpałam po leżącej słomie.
– Powiesz mi zaraz, że to też zasługa Boga?
– A nie?
Uśmiechnęła się do mnie przez ramię.
Milczałam, ponieważ w moim mniemaniu, zasługą Boga byłoby to, że tata
by mnie nie pobił i ja bym nie uciekła, a mama nie musiałaby za mną biec na
boso.
Doszłyśmy do lasu i usiadłyśmy w cieniu na wysokiej skarpie, nasze nogi
zwisały swobodnie.
– Ładnie tu. – powiedziała mama.
Uniosłam w górę brew i spojrzałam na nią.
– Co? Nie podoba ci się tu? – Zapytała.
– Podoba – spojrzałam na widoki. Po lewej ciągnął się mały lasek, za
polem był większy w którym była moja kryjówka. O tej porze roku wszystko jest
piękne, nawet pole z żółtym sianem.
– Wiesz, tu jest pięknie, ale miałaś mi coś powiedzieć. – zerknęłam na
nią, a ona uśmiechnęła się pod nosem.
Nasze spojrzenia się skrzyżowały. W orzechowych oczach mamy odbijała
się moja twarz i moje jasne jak słońce włosy. Zaczęłam się zastanawiać nad tym
jak wielki musi być Bóg, że potrafi stworzyć
ludzi podobnych do siebie, ale jednak różnych. Odziedziczyłam urodę na
swoje nieszczęście po tacie, jasne blond włosy i błękitne oczy, nic
szczególnego, ale za to mama była piękna. Orzechowe oczy i czarne włosy
przykuwały spojrzenia, mimo wszystko, że wycierpiała dużo w życiu, bo i biedę i
upokorzenia ze strony taty to jednak promieniała zawsze szczęściem. Mówiła mi,
że to Boża miłość z niej promieniuje.
– Chcę, abyś poznała tajemnicę wolnej woli. – zaczęła, a ja ocknęłam
się z zamyśleń i przysłuchiwałam się jej – Jak dobrze wiesz, każdy człowiek na świecie
ma swoją wolną wolę, którą może kierować albo do dobra czyli Boga, albo do zła
czyli szatana i nie ma nic pomiędzy. To wszystko co istnieje na świecie. Jest
tylko dobro i zło. Ludzie przez cały dzień wybierają pomiędzy dobrem i złem.
– Czekaj… chcesz mi powiedzieć, że przez cały czas stajemy przed
wyborem po między Bogiem, a szatanem?
– Właśnie tak. – odpowiadając przytaknęła również skinieniem głowy.
Byłam w szoku. Zawsze wiedziałam, że jest coś takiego jak dobro i zło,
ale przecież musi być coś jeszcze.
– No ale jak to? Istnieją przecież ludzie którzy nie wierzą w Boga i są
dobrzy, nie zabijają, nie przeklinają i tak dalej. Co z nimi? Jak mi to
wytłumaczysz?
– To, że ktoś nie wierzy w Boga nie zmienia faktu, że jest Dzieckiem
Bożym. Taka osoba może nie wierzyć, ale wybiera dobro ponieważ zna Prawo, chcąc
tego czy nie większość praw na świecie jest oparte na Prawach Bożych z
Dziesięciu Przykazań. Ludzie wyjęli tylko kilka z nich, dodali coś, tak aby nie
wyglądało jak religia, tak by nie czczono Boga, ale dbano o życie ludzi.
– No, ale prawo nie jest złe, jeśli dba o ludzkie życie!
– Nie jest złe, ale nie posiada całości. Nie posiada punktów
odnoszących się do „osoby” – tu zrobiła palcami cudzysłów – Boga, który to
wymyślił.
Moje usta otworzyły się szeroko.
– To ma sens. Czyli ludzie, którzy nie wierzą w Boga przestrzegają
Prawa Bożego i o tym nawet nie wiedzą?
– Dokładnie tak. Musisz wiedzieć, że ludzie nie są dobrzy sami z
siebie, ponieważ są w ciele, a ciało nie dąży do niczego dobrego, tylko dusza
może być święta bo jest Boża.
– Rozumiem. – skupiałam się na tym co mama mówiła.
– I pamiętasz, każdy z nas, codziennie, co chwilę, co minutę, co
sekundę, wybiera po między Bogiem a szatanem. – powiedziała patrząc mi prosto w
oczy, a ja zrozumiałam co chciała mi przekazać.
– Chcesz mi powiedzieć, że tata…
– Tak.
Ukryłam twarz w dłoniach, nie mogłam uwierzyć w to, że mój tata wybrał
zło. Wiem, że mnie bił, ale jakoś dziwnie mi się wydawało to, że posłuchał
szatana, zamiast Boga. Ja cały czas myślałam, że jest coś po między, ale się
okazuje, że człowiek nie może nic innego robić jak być albo dobrym albo złym.
– I co teraz? – Zapytałam ze smutkiem.
– Za tatę trzeba się modlić, on potrzebuje wsparcia i siły Bożej by
wygrywać z kuszeniem.
– To dlatego kiedy go nie ma, to ty cały czas się modlisz? – spojrzałam
na nią.
Skinęła głową przytakująco.
– Coś chyba nie działa ta modlitwa. – zakpiłam.
– Ja myślę, że działa.
Uniosłam w górę brwi.
– Jak to, przecież mam podbite oko.
– A przypomnij sobie kiedy ostatnio tata podniósł na ciebie rękę?
Zmarszczyłam brwi.
– Co to ma do rzeczy!? Przecież
mnie bije!
– Po prostu przypomnij sobie kiedy to zrobił?
Westchnęłam.
– Ostatnio… – zerknęłam na pole, a potem znowu powróciłam wzrokiem na
nią – Jakoś dwa miesiące temu.
– A kiedyś w jakich odstępach czasu cię bił?
Wzruszyłam ramionami.
– Raz na dwa tygodnie?
– Sama widzisz.
– Co widzę?
– Ula, naprawdę nie widzisz, że rzadziej cię bije?
Zaśmiałam się.
– No dzięki Boże! Super, że tata mnie rzadziej bije! Hura! – Zakpiłam –
Chyba jeśli Bóg ma tyle siły to powinien całkowicie to zniwelować, prawda?
Mama pokręciła głową.
– Ula, Ula… Kiedy ty zrozumiesz? – Umilkła – Twój tata ma wolną wolę,
która ma prowadzić duszę albo do nieba albo do piekła, wybierając albo dobro
albo zło.
– To już wiem, ale nadal nie wiem gdzie był Bóg gdy mnie bił tata!
Warknęłam bo ile można słuchać gadania o wolnej woli!
– Chcę wiedzieć co robił Bóg gdy cierpiałam! Chcę wiedzieć gdzie był
Jezus gdy mnie bolał puchnący policzek! – krzyczałam.
Byłam bardziej niż wściekła już sama nie wiedziałam czy na mamę czy na
Boga.
– Przed tym kiedy tata cię uderzył, Bóg mówił do niego by tego nie
robił. Objaśniał mu, że jego dusza przez to się zatraci. Wolna wola taty nie
posłuchała Boga i zaczął cię bić. Bóg nadal krzyczał do niego aby przestał, ale
szatan także mówił do taty i posłuchał jego. A kiedy ty dostawałaś ciosy w policzek
Jezus dostawał ciosy biczem na drodze krzyżowej, za grzech taty. Kiedy ty
cierpisz przez ludzi różne smutki i bóle fizyczne, Jezus idzie przez Mękę z
krzyżem grzechów tych osób i również twoich grzechów, idzie na górę ze
świadomością, że za chwilę za nas wszystkich umrze po to by pokazać swoje
Miłosierdzie i nas zabrać do Królestwa Bożego gdzie nie będzie cierpienia i
bólu.
Koniec
____
Mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłam wam obraz naszej WOLNEJ WOLI. :)
Bóg nam ją dał, abyśmy później nie mówili, że byliśmy jego marionetkami w rękach, sami wybieramy czy chcemy byc dobrzy czy źli.
Myślę, że większość wolałaby mieszkać w DOBRYM ŚWIECIE i takie właśnie jest KRÓLESTWO BOŻE do którego dążymy. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz